|
|

|
|
nienapisany.eblog.pl
|
|
|
|
|
godz: 10:34 data: 2009.12.15 Kilka słow o graniu
Po moim ostatnim wpisie zorientowaliście się pewnie, że lubię wykorzystywać komputer nie tylko do pracy i blogowania. Można wręcz powiedzieć, że swego czasu byłem prawdziwym maniakiem gier komputerowych. Dziś nie poświęcam temu już tyle wolnych godzin, co kiedyś, ale też nie mogę powiedzieć żebym rzadko grywał. Zmienił się raczej sposób. Kiedyś siadałem na długie godziny przy takich pozycjach jak Baldur's Gate czy Civilization, dzisiaj gram w wolnych chwilach, w pracy.
Naturalnym jest zatem, że większość moich ulubionych gier, możecie łatwo znaleźć w internecie, przy czym nie chodzi mi o gry przeglądarkowe, a raczej o popularne flashówki.
Jedną z tych, które zabrały mi ostatnio najwięcej czasu jest Crosszle 2. O dziwo otagowana jako „ gry dla dziewczyn”! Tymczasem jak dla mnie jest to typowa gra logiczna. Czym kierowali się administratorzy strony nie wiem, ale jestem gotów im to wybaczyć, gdyż wrzucając grę do netu zapewnili mi długie godziny dobrej zabawy. :)
Muszę, co prawda, przyznać, że wolałbym aby Crosszle wrzucone było między gry logiczne – co usunęłoby przesadnie różowiutkie dodatki wokół planszy – ale jak się ma, co się lubi, to się gra i nie narzeka :D. Nawet jeśli szef, zaczyna człowieka podejrzewać o dziwne skłonności. :) No dobra, to by było na tyle, wracam do gry... znaczy się do pracy, bo już po dziesiątej, a ja dziś jeszcze zbyt wiele nie zrobiłem. Trzymajcie się. Komentuj(0)
godz: 12:25 data: 2009.12.7 Wirtualny Tucker Torpedo
Praktycznie od samego początku
komputerowej rozrywki sporą popularnością cieszą się gry
wyścigowe. Ich producenci często reklamują je jako dające
produkty, które pozwalają przeciętnemu graczowi poczuć się
prawdziwym kierowcą rajdowym i skorzystać z przejażdzki pojazdami,
którymi w normalnym życiu często nie miałby nawet okazji
zobaczyć, a co dopiero poprowadzić.
I o takiej sytuacji chciałbym dzisiaj
opowiedzieć. Otóż jak każdy mam swój samochód marzeń, którego
najprawdopodobniej nigdy mieć nie będę, ale za kierownicą które
chętnie bym usiadł. Nawet gdyby była to kierownica wirtualna. Tym
samochodem jest Tucker Torpedo. Amerykański cud na kołach z 1948
roku wyprodukowany w zaledwie pięćdziesięciu egzemplarzach. I tu
jest moje pytanie, a w zasadzie apel: „Jeśli ktokolwiek wie czy
istnieje jakakolwie gra, gdzie można przejechać się tym cudem,
proszę o odzew!”. Póki, co mimo że jestem zapalonym fanem
wszelkiego rodzaju gier samochodowych na powyższy model nigdy nie
udało mi się natknąć, a nie chce mi się wierzyć, aby to nikt,
ale zupełnie nikt nigdy nie pokusił się o przeniesienie tak
wspaniałego tworu techniki do rzeczywistości wirtualnej. Z góry
dziękuję za wszelki odzew i obiecuję dozgonną wdzięczność
temu, kto pomoże. No chyba, że ktoś może zaoferować mi kontakt
z prawdziwym, realnym Tuckerem Torpedo, ale to pewnie marzenie
ściętej głowy. Niestety. :(
Komentuj(0)
godz: 10:10 data: 2009.12.3 młodzi zdrowi uśmiechnięci
Jeśli już przyszła zima, a
przynajmniej przedzimie, patrząc na termometr i kontrastując go z
brakiem śniegu, to trzeba pomyśleć o tym co w tej porze roku
najlepsze – zimowych wakacjach. I pal licho kiedy one dokładnie
wypadają (W sumie już od wielu, wielu lat różnie – przeróżnie
dzieląc czas zimowych wakacji według: województw, wieku,
możliwości przerobowych ośrodków – to już chyba nieaktualne).
Ostatnimi czasy oblrzymią
popularnością cieszą się obozy zimowe, gdzie większość młodych
fascynatów białego szaleństwa łączy naukę jazdy na nartach lub
snowboardzie ze zdecydowanie mniej trudnym, acz równie, a czasem i
bardziej przyjemnym zajęciem jakm jest całkowite chillowanie w
gronie równieśników. Popularność takich obozów rośnie w
ostatnich latach w postępie geometrycznym. Dlaczego tak się dzieje?
Odpowiedź jest prosta. Spójrzmy... O
ile kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście lat temu dzień przeciętnego
nastolatka składał się ze szkoły i zadania domowego (a cała
reszta zwana umownie „czasem wolnym” spędzana była na dworze z
całymi podwórkowymi bandami), o tyle dzisiaj przeciętny uczeń
rozkłada swój czas na: szkołę, zadanie domowę, korepetycje,
naukę gry na trąbce (lub czymś jeszcze innym), dodatkowych
zajęciach z języka, etc. i w efekcie często dysponuje zaledwie
kilkoma wolnymi godzinami tygodniowo. Biorąc pod uwagę jak masowe
jest to zjawisko nic dziwnego, że większość wolnego czasu
przeznaczana jest na siedzenie przed komputerem – w końcu z kim tu
się spotkać, kiedy inni mają równie napięty plan dnia. Jaki jest
tego efekt? Taki, że dzisiejszy nastolatek sport kojarzy z ekranem
telewizora, znajomych z internetowymi komunkatorami, a zimowe wakacje
z nudą. Dzisiejszy gimnazjalista czy licealista jest kaleką często
kaleką zarówno pod względem fizycznym (zaledwie 3 na 10 potrafi
prawidłowo wykonać tak proste ćwiczenie jak przysiad (!) - nie
odrywając stóp od ziemi) jak i towarzyskim (przeciętny młody
człowiek posiada około 100 wirtualnych znajomych i zaledwie 3-4
rzeczywistych – gdzie płytkość relacji jest zatrważająca).
Dlatego też możliwości jakie stwarza
prawidłowe wykorzystanie zimowych wakacji stają się powoli nie do
przecenienie zarówno pod względem prawidłowego rozwoju
psychicznego jak i fizycznego. Łączenie sportu z zabawą na całej
linii to zdecydowanie najlepsze co może spotkać dzisiejszych
nastolatków. I oni sami wiedzą o tym doskonale. Nawet jeśli za
pierwszym razem pomysł wyjazdu wypływa od ich rodziców.
Podsumowując, o ile zdecydowanie
należy martwić się zmieną trybu życia dzisiejszej młodzieży w
porównaniu do tego jak żyły wcześniejsze pokolenia, o tyle tym
bardziej należy cieszyć się, że wciąż pozostaje im doskonała
szansa na wykorzystanie wolnego czasu. Gdzie przeżycia, które tam
ich spotykają są często jednym z niewielu naprawdę niezbędnych w
ich wieku.
Komentuj(0)
godz: 13:11 data: 2009.12.3 młodzi, zdrowi, uśmiechnięci i ze zwolnieniem czyli ciąg dalszy....
Wracając jeszcze do poprzedniego
wpisu, chwilę po napisaniu artykułu natknąłem się na jeszcze
jeden podobny link. Tym razem dotyczył jednak sportu zupełnie
niezwiązanego z zimą, a przynajmniej tak mogłoby się wydawać.
Otóż podobnie jak wcześniej chodzi o obozy, lecz tym razem są to,
nie jak poprzednio obozy zimowe, a obozy tenisowe. Niby niewielka
różnica, ale zawsze. Patrząc na wnioski z poprzedniego wpisu,
wygląda na to, że w rzeczywistości dzisiejsza młodziedż znajduje
się w sytuacji doprawdy paradoksalnej. W porównaniu do swoich
rodziców posiada niewysławialnie większe możliwości (tenis,
narty, snoawboard, etc.) przy równoczesnym zmniejszeniu szans na
korzystanie wszystkich tych dobrodziejstw. I nie tyle mam tu na myśli
kwestie finansowe, ile wspomniane już czasowe. Oczywiście powyższe
zdanie jest truizmem znanym każdemu, kto ma chociażby tyle wolnego
czasu by zaglądać na ten blog. Niemniej wydaje mi się, że sprawa
jest ważna. Ważna o tyle, że pomimo ciągle brzmiących na prawo i
lewo zapewnień (wszelkich otaczających nas decydentów) o „ tym,
że staramy się znaleźć złoty środek między aktywnością
fizyczną i umysłową”, czego przykładem mają być na przykład
dodatkowe godziny wychowania fizycznego w szkołach – to w
rzeczywistości robi się coraz mniej, aby dzieciaki faktycznie
niezaniedbywały swojego rozwoju fizycznego.
Pomijam już jak wielką plagą są
lipne zwolnienia lekarskie w szkołach i fakt, że dla większości
dzieciaków jedyną akceptowalną lekcją wf-u jest taka, na której
można grać w kosza lub nogę (a wszelka gimnastyka to zło
napotykająca jawny i bezczelny opór ze strony uczniowskiej braci).
Gorzej, że władze szkół świadome powyższych faktów, nie robią
równocześnie nic aby jakkolwiek promować zdrowy styl życia.
Znajomy trener karate (nota bene w Polsce traktowany jak żywa
legenda) mówił mi ostatnio, że zabronione im nie tylko wieszać w
szkołach i okolicy wszelkich promujących ich szkołkę plakatów i
ulotek, ale nawet zabroniono dokonywać pokazów dla uczniów.
Sprawa być może oczywista, jest to
jakaś forma promocji, szkoła jest obiektywna nie może promować
jednych czy drugich. Ok, ale na Boga, przecież jeśli nie chce się
promować konkretnych osób, za to popiera się dane działania, to
po prostu pozwala się mówić wszystkim, a nie nikomu!!!
To tak jakby demokracja chciała unikać
ryzyka faszyzmu czy komunizmu przez zabranianie tworzenia
jakichkolwiek partii. Sam pamiętam jak za dzieciaka największą
atrakcją imprez na dzień dziecka itp., były pokazy sztuk walki.
Wyobraźnia aż iskrzyła, a nie jeden z nas (w tym i autor) uniknął
bezsensownego siedzenia na ławce i palenia „Sportów” poprzez
spotkanie na swej drodze sensei'a, który umiał nie tylko zachęcić
pokazać co umie, ale i przekonać, że wiele lat wysiłku zaowocuje
na niezliczone sposoby. Od dobrego samopoczucia i zwiększonej
sprawności, przez pewność siebie, po trudną sztukę wytrwałości
i pokonywania własnych słabości. Jeśli dzisiejsza szkoła
rzeczywiście pragnie rozwijać fizycznie młodych ludzi i zdaje
sobie sprawę, że sama nie potrafi, to niech chociaż nie blokuje
innych. Tym bardziej, że często są to prawdziwi pasjonaci, którzy
nie tylko nie zarabiają na kształceniu naszych dzieci na porządnych
obywateli, ale też często dokładają z włanej kieszeni do takiej
działalności.
Ech i się rozpisałem miała być
tylko, notka z linkiem, ale mniejsza. Będzie nawet apel.
LUDZIE PAMIĘTAJCIE O SWOIM CIELE (i
jak dwuznacznie nie zabrzmi) O CIELE SWOICH NAJBLIŻSZYCH (co zabrzmi
jeszcze dwuznaczniej) W TYM DZIECI!!! :)
Komentuj(0)
Strona Główna |
Księga Gości |
O mnie |
Archiwum |
Linki |
|
|
|