nienapisany.eblog.pl
godz: 14:23 data: 2010.03.31
Od małego do dużego

Poznańskie Targi to przedsiębiorstwo naprawdę imponujące. Posiada nie tylko niezwykle ciekawą i długą historię, ale też renomę, która sprawiła, że praktycznie nikt nie jest w stanie rywalizować z MTP na polskim rynku, a pod względem największych imprez MTP nie mają sobie równych w całym regionie Europu Środkowo-Wschodniej. Jednak prawda jest taka, że swoją pozycję lidera poznańskie targi zawdzięczają nie największym i najbardziej znanym imprezom – takim jak Polagra czy Poznań Motor Show, a licznym drobnym imprezom, dzięki którym MTP niemal monopolizuje polski rynek. W Poznaniu rocznie odbywa się kilkadziesiąt imprez tematycznych – niektóre trwają jedynie dzień lub dwa, lecz traktowane są przez organizatorów w równą atencją jak najdłuższe i najważniejsze imprezy. Ochrona Poznań – obecnie znana już jako Securex Poznań lub Honeydays Poznań (targi ślubne przentujące ofertę strojów, miejsc, usług – filmowanie ślubów Poznań, zdjęcia, etc., wypożyczanie samochodów, etc.) i wiele innych to przykłady małych lokalnych imprez, które dzięki trosce organizatorów i połączeniu (wraz z upływem czasu) pokrewnych, osobnych imprez w jedną stały się ostatencznie kolejną mocną pozycją w repertuarze MTP. Właśnie taka taktyka organizowania możliwie dużej ilości, choćby najmniejszych imprez i następnie systematycznego łaćzenia ich w jedno sprawiła, że MTP to dzisiaj firma, z którą nikt w Polsce nie może konkurowac, Być może warto zatem, aby potencjalni kontkandydaci do miana najlepszych polskich targów przyjrzeli sę bliżej poznańskiej drodze do sukcesu.


Komentuj(0)


godz: 14:17 data: 2010.03.31
Naiwni handlowcy czy naiwni klienci?

Pewna sieć komórkowa reklamuje się ostatnio, że jeśli kupi się u nich telefon z abonamentem albo raczej abonament z telefonem przed Świętami Wielkiejnocy, to dostanie się za darmo i gratis i w ogóle free, wspaniałego czekoladowego króliczka w sreberku. Żenada, prawda? Nigdy nie mogłem zrozumieć tego typu promocji sieć oferuje królika do telefonu, hurtownia odzieży dokłada klientom kolorowanki dla dzieci do dziecięcych ubranek, no ogólnie średni patent dokładania nic nie wartego gadżetu do czegoś, co całkiem sporo kosztuje, a wcale nie jest nam potrzebne. Chciałbym kiedyś dostać do ręki jakieś wyniki badań albo statystyki czy naprawdę to na kogoś działa, czy może po prostu kiedyś jakiś przeciętnej inteligencji człowiek coś wymyślił, a potem … potem wmówił innym, że to działa i tak zaczęli go naśladować kolejni, kolejni i kolejni. W końcu efektem śniegowej kuli dotarło to wariactwo i do nas i trzyma się dobrze, mimo że nie działa. Chociaż może po prostu przeceniam ludzi i oni naprawdę są tak strasznie naiwni...

Komentuj(0)


godz: 14:41 data: 2010.03.24
co za net...

Tabu w Polsce wciąż jeszcze są bardzo silne w niezliczonych kwestiach. Fakt ten oczywiście jest systematycznie zwalczany przez wszystkich miłośników otwartości, racjonalności, poprawności, ości, kości i ogólnie wszelkiego barachła, cóż takie czasy. Czasami jednak przeglądając sobie odstępy internetu stwierdzam, że chyba w rzeczywistości zostało już znacznie mniej do zwalczenia niż próbują mi to wmówić wszyscy ci nawiedzenie idioci. Może się mylę, ale wystarczy odpalić internet i po prostu bezsensownie klikać w kolejne linki aby bardzo szybko i za każdym razem trafić na strony, które z tabu nie mają doprawdy nic wspólnego i to z żadnym. Wcale zatem nie jest tak, jak twierdzą wszyscy dookoła, że takie tematy jak przedwczesny wytrysk albo hiszpańska mucha to przeciętny Polak poznaje dopiero kiedy w końcu postanowi przejść się do lekarza. O nie, a przynajmniej na pewno nie, jeśli mowa o tych młodszych, którzy, prawie, że mieszkają w internecie. Oni praktycznie rzecz biorąc przez cały czas ocierają sie wszystko, co ich rodzicom i dziadkom kojarzyć mogło się z tematami nie do poruszania. Ba ocierają, oni praktycznie - jeśli tylko chcą to mogą wręcz pływać w tych kwestiach i proszę mi wierzyć, problemy zdrowotne lub afrodyzjaki to naprawdę nic, jedynie nie chciałem być tutaj zbyt dosadny. Ech chwilami moje przerażenie naprawdę osiąga granice, ale nigdy jeszcze nie przerosło mojej radości, z tego, że przyszło mi przeżywać młodość w znacznie lepszych czasach.

Komentuj(0)


godz: 11:08 data: 2010.03.17
Oblicza z internetu...

Czasy się zmieniają, nikt temu nie zaprzeczy, a wraz z upływającym czasem i zmieniającymi się realiami zmieniamy się także my i nasze przyzwyczajenia. Ogromną rolę odgrywa tutaj internet, ten twór przeznaczony pierwotnie dla armii amerykańskiej i mający pełnić rolę systemu komunikacji niezależnego od ośrodka centralnego i tym samym zdolnego przetrwać atak jądrowy, z czasem przeszedł poteżną ewolucję aby stać się kolejną siecią łączności na dla naukowców z całego świata i ostatecznie wirtualną rzeczywistością dostępną dla każdego, szarego człowieka. Właśnie owa dostępność najmocniej zmieniła nasz świat nikogo nie dziwi już, że małe dzieci, zamiast z kredkami i kartkami biegają po domu z laptopem, na którym kolorują cyfrowe malowanki. Jest to prawie tak naturalne, jak fakt, że wszechobecne telefony komórkowe zastąpiły (obowiązkowe dla każdego od wieku komunijnego wzwyż) zegarki. Internet to miejsce, które nie tylko zmienia nasz sposób działania, ale także mentalność. Iluzoryczna anonimowość sprawia, że w sieci o wiele łatwiej mówimy, co myślimy, kupujemy, co chcemy czy pokazuje, czego zwykle wstydzilibyśmy się. I nie chodzi tu o tak niewinne sprawy jak czaty polityczne, kupowanie środków do odsiwiania włosów typu silver stop czy umieszczanie zdjęć, na których np. ktoś siedzi na toalecie. Anonimowość interentu sprawiła, że wszystko to, co zostało wspomniane powyżej wydaje się być dziecinną igraszką biorąc pod uwagę, że ludzie potafią dawać tutaj upust swoim największym i najciemniejszym żądzom, o których nawet pisać nie chcę. Pojawia się jednak pytanie, czy to internet tak nas zmienił czy też zawsze tacy byliśmy, a internet pozwolił nam jedynie swobodnie i z dala od społecznych konwenansów odkryć nasze skrzętnie dotąd skrywane oblicza.


Komentuj(0)


godz: 13:07 data: 2010.03.15
Od siebie, nie o sobie :)

Dobra byłem już ostatnio dosyć reporterski, dziennikarski, bezstronny, bezosobowy i w ogóle jakiś taki bezstylowo... można by wręcz powiedzieć, że w ogóle mnie nie było, ale teraz ile tak można? No ile? Pewnie i trochę, jednak dzisiaj mam ochotę na bardziej osobisty wpis – i co jakiś czas będę tak, a robił, wolno mi, a jak! Mój blog. - więc dzisiaj będzie w pierwszej osobie, choć niekoniecznie o sobie. I ogólnie tak bardziej w stylu strumienia świadomości u dadaistów, niż przemyślanego, skomponowanego i ogólnie w pełni poprawnego wpisu.

O czym dzisiaj napiszę? O dwóch firmach, o których opowiadał mi ostatnio znajomy. Otóż są sobie dwie małe firemki, a w zasadzie rodzinne biznesiki interesiki. I spoko. Brawo dla wszystkich, którzy swoją ciężką pracą swój majątek pomnażają, chodzi mi jednak o coś innego, otóż jak powiedział mi kumpel, obie firmy (pamiętajmy cały czas: małe, drobne, rodzinne) postanowiły się pozycjonować w sieci odpowiednio na hasła: „układanie płytek” i „aerobik”. I teraz niech mi ktoś wytłumaczy, po co to tym ludziom? Nie mówię o pozycjonowaniu, baaa słuszna decyzja, przecież dzisiaj to tu najłatwiej, najlepiej i najskuteczniej trafić można do klienta, ale... no na Boga przecież hasła powinny brzmieć „aerobik Poznań” i „układanie płytek Poznań” , jaki jest sens starać się być pierwszym w wynikach wyszukiwania na całą Polskę, jeżeli prowadzi się małą rodzinną firemkę i do tego o zasięgu całkowicie lokalnym. Co mam nagle uwierzyć, że jak znajdą się klienci z np. Rzeszowa to firma A rzuci wszystko pojedzie do Rzeszowa i będzie tam prowadzić zajęca fitness? A może liczą, że ktoś z Rzeszowa będzie kilka razy w tygodniu jechać do Poznania, żeby się powyginać? I tak samo płytkarz, chociaż tu jeszcze mogę uwierzyć, że przy dobrym zleceniu przejdzie się ojciec z synem i popracują chwilę na drugim końcu Polski, ale... no wątpię żeby im się chciało tak permanentnie. Krótko mówiąc... ludzie jeśli już chcecie korzystać z netu, to myślcie, przecież nie tylko będziecie mieli mnóstwo pracy żeby się wypozycjonować na takie frazy, ale też w ten sposób wcale nie zyskacie nowych klientów, a zaczniecie konkurować z firmami, które wcale nie są dla was konkurencją, podczas gdy wasza prawdziwa konkurencja rzeczywiście w tym czasie popchnie się w górę na lokalnym rynku (owo „Poznań” we frazie) i potem będziecie mieli tylko więcej roboty. Tyle... koniec wpisu osobowego teraz znów wrócę już do stylu porządnego i ułożonego. Cześć.


Komentuj(0)


godz: 09:56 data: 2010.03.3
I ja mam w to uwierzyć?

Dysleksja to choroba, która powoli osiąga rozmiary epidemii pośród najmłodszych Polaków. Specjaliści winią za ten stan rzeczy komputery i tekewizję, które odciągnęły dzieci i młodzież zarówno od ręcznego pisanie jak i od czytania książek, co jak dotąd było najlepszym sposobem na ten problem. Inni mniej fachowo mówią wprost, iż jest to efekt wprowadzenia bezstresowej, przyjaznej uczniom szkoły, która po prostu nauczyła dzieci tłumaczyć swoje lenistwo fachowymi nazwami i zaświadczeniami. Opinie są podzielone. Wydaje się jednak, że faktycznie wiele wspólnego z powstawaniem dyslesji mogą mieć zmiany jakie zaszły w naszych społeczeństwach w sostanich latach.

Naukowcy z Oxfordu przebadali w przeciągu ostatnich dziesięciu lat dwadzieścia tysięcy dzieci z piętnastu różnych krajów i stwierdzili, że... odsetek dzieci cierpiących na dysleksję zwiększa się w zależności od dostępu do telewizji i komputera. Stwierdzili jednak także, że doskonale możne jej zapobiegać, a nawet ją leczyć...muzyką i śpiewem. Te pozornie niezwiązane z czytaniem i pisaniem czynności odgrywają bowiem ogromną rolę w kształtowaniu naszego mózgu i zdawałoby się, że jeśli już to większy „zysk” przyniosą bajki dla dzieci, ale... Regiony w których dzieci wychowują się wśród muzyki odznaczają się najniższym odsetkiem cierpiących na dysleksję. Co więcej dzieci z innych regionów którym kazano przez trzy miesiące, po godzinę dziennie odsłuchiwać piosenki dziecięce (pochodzące z obszarów o niskim współczynniku dysleksji) odnotowywały zdecydowaną poprawę. Jak powiedziała nauczycielka jednego z dzieci: „Różnica jest tak duża jakby włosienicę zamienić na jedwab.”. Naukowcy nie potrafią jeszcze wyjaśnić tej zależności, ale jak mówią jej istnienie zostało już udowodnione ponad wszelką wątpliwość. W najbliższych dniach na oficjalnych stronach internetowych katedry psychologii w Oxfordzie mają zostać zamieszczone listy krajów, których muzyka pomaga młodym dyslektykom.


Komentuj(0)


godz: 13:25 data: 2010.03.2
Livingo lepiej trochę z wielu niż dużo z jednego

Zima to czas długo wyczekiwany przez wszystkich miłośników białego szaleństwa. Narty, snowboard, sanki, łyżwy wszystkie te sporty posiadają tysiące oddanych im, wiernych fanów i wszystkie te sporty mają swoją lokalną stolicę. W USA jest to Aspen, w Kanadzie stało się nim niedawno Vancouver, a w Europie jest nim już od wielu, wielu lat Livingo. Najlepsza miejscowość dla każdego miłośnika sportów zimowych, jednak swoją silną pozycję pośród setek konkurentów Livingo zawdzięcza jeszcze jednej rzeczy... Tą rzeczą są gry sportowe. W przeciwieństwie swoich konkurentów Livingo już od samego początku obstawiało w wyścigu o miasto zimowej stolicy Europy aż dwa konie. Nie same sporty zimowe, ale też wszelkie inne gry sportowe jakie można uprawiać zimą. Tym samym jako jedyne oprócz atrakcji stoku i lodowiska oferowało na wielką skalę takie atrakcje jak zawody w curlingu czy mecze hokeja na lodzie. Dzięki dodatkowym tłumow, jakie przyciągała ta oferta Livingo zdobyło prymat wśród wszystkich zimowych kurortów. Zapaleni narciarze nagle zyskali miejsce, w którym także inni, nie podzielający ich hobby, członkowie rodziny mogli znaleźć dla siebie zajęcie, a tym samym chętniej przyjeżdżali do Livingo, niż do miejsc, które w zasadzie składały się tylko z hoteli i stoków, a w których musieli udawać, że lubią narty lub koszmarnie się nudzić. Taktyka jaką zastosowało Livingo wydaje się być śmieszna i prosta, jednak doskonale ilustruje, że w życiu nie zawsze najbardziej opłaca się być najlepszym w jednej danej dziedzinie. Czasem lepiej być troszkę więcej niż średniakiem, za to w kilku kwestiach... Jeśli zaś dysponuje się takimi talentami i walorami, jakie już na początku z racji swojego położenia miało Livingo, to śmiało można powiedzieć, że lepiej być prawie najlepszym w kilku rzeczach niż doskonałym w jednej.


Komentuj(0)


godz: 13:54 data: 2010.03.1
Oznaczenia dla najmłodszych

Początek dwudzistego pierwszego wieku to okres, kiedy popkultura wydaje się być już wszechobecna w życiu każdego mieszkańca naszego kontynentu. Z jednej strony może to cieszyć, z drugiej jednak co raz częściej dostrzegamy wiążące się z tym zjawiskiem problemy.

Jednym z nich jest zacieranie się granicy pomiędzy tym, co dziecięce, a co dorosłe. Oglądamy z naszymi dziećmi filmy animowane, które pełne są „puszczania oka” do rodzica. W księgarniach natrafiamy na polecane przez psychologów książki, które czasami zdają się odrzucać nawet nas, dorosłych już ludzi. Wchodząc do salonu muzycznego odkrywamy, że nie ma już takiego działu jak piosenki dla dzieci. O zaś, co sprzedaje się nam jako dobre i łagodne gry dla dzieci, aż szkoda wspominać patrząc na hektolitry ociekającej po monitorze, uformowanej z pikseli krwi. I wtedy powoli zaczynamy pragnąć aby ktoś powiedział nam, co naprawdę jest skierowane do nas, a co do naszych pociech. Wszystkich tych, którzy tak właśnie myślą z pewnością ucieszy wiadomość, że do sejmu – już w przyszłym miesiącu – wejdzie pod głosowanie ustawa o obowiązkowym oznaczaniu (przez producentów) produktów muzycznych według kategorii wiekowych. Innymi słowy jeśli sejm przyjmie ustawę, to już niedługo każda płyta CD, DVD, etc. z muzyką będzie posiadać na opakowaniu symbole podobne do tych jakie znamy z telewizji, mówiące nam od jakiego wieku dziecko powinno zaznajamiać się z zawartymi na nośniku piosenkami. Biorąc pod uwagę, że prawie każdy poseł i każda posłanka jest równocześnie rodzicem, to wydaje się, że pomysł powinien przejść niemal jednogłośnie. Jak będzie? Zobaczymy już niedługo... Dobra bo w sumie wpadłem moralizatorski ton, chciałem tylko napisać, że po raz pierwszy od dość dawna podoba mi się coś, co wymyślili nasi politycy. Co prawda wolałbym jeszcze jakąś prostą i łatwą ustawę, a automatycznej zamianie działki rolnej na jakąkolwiek, bo wtedy kawałek ziemi po wuju mógłbym całkim nieźle opchnąć albo ogólnie stać się znany jako król nieruchomości Gryfino zaś byłoby moim królestwem. Ech trochę od czapy ale jakby ktoś chciał kupić sporo pola pod niemiecką granicą to od paru lat mam na sprzedaż, tylko za cholerę nie chcą jej odrolnić urzędasy. Dobra bo odbiegam do tematu. A to długa historia i na inny dzień...


Komentuj(0)


godz: 13:28 data: 2010.03.1
Urlop, parasol i uciekający czas

Ech nie wiedzieć kiedy 5 dni wolnego minęło i nie wróci. Zostały mi jeszcze dwa dni, a ja już mam wrażenie, że ten urlop się skónczył i to o wiele, wiele za wcześnie. Pewnie to trochę moja wina, mogłem zabrać się za coś, zamiast tak po prostu się obijać. Ok fajnie wyspać się długo i potem wylegiwać w łóżku, ale czas płynie, godzina w godzinie się rozmywa i potem nie wiadomo, gdzie podział się ten cały czas. Trudno też znaleźć jakiś konkretny zysk, a gdybym coś robił, nie wiem nawet sklejał modele albo grał w gry bijatyki, to potem miałbym jakieś osiągnięcie – sklejony samolot albo wynik na liście najlepszy, cokolwiek, a tak... pusto... ech. Jedynym namacalnym osiągnięciem jakie udało mi się w przeciągu ostatnich dni to obecny i poprzedni wpis na ten blog. Nie dużo, nie?

Dlatego dzisiaj postanowiłem zrobić coś bardziej sensownego i fajnego. Mam taki stary, czerwony parasol - duży ładny, przedwojenny, ale jeszcze z żywym kolorem, Drugiego takiego nie ma nikt i jak idę z nim po ulicy to każdy od razu widzi przed wszystkim mnie. Niestety ostatnio trochę mi się popsuł i nawet (o zgrozo ) myślałem nad wyrzuceniem go, ale na szczęście nie miałem serca aby to zrobić. I dzisiaj zrobię wreszcie coś pożytecznego, naprawię ten parasol, a potem zawsze jak będzie padać i będę sobie pod nim szedł w desczu po ulicy to będę czuł zadowolenie z siebie, że dobrze wykorzystałem ten czas. Ha! Wiem, że brzmi to pewnie średnio, ale naprawdę się na to cieszę i myślę, że dobrze mi zrobi odrobina pracy (we własnym interesie) na urlopie. Co nie? Pewnie, że tak!



Komentuj(0)




Strona Główna | Księga Gości | O mnie | Archiwum | Linki




Strona Główna
Księga Gości
O mnie
Archiwum
Linki



2010
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik


nienapisany.eblog.pl



#licznik#